piątek, 24 lipca 2015

ulica Krupnicza

Zostawiam za sobą budynek uniwersyteckiej biblioteki, by przejść ulicą Krupniczą.


Nawiązuje ona do krupiarzy zajmujących się wyrobem krupy czyli kaszy (jak podaje Słownik języka polskiego PWN "krupa" to"oczyszczone ziarno kaszy jęczmiennej"). 

Ta historyczna nazwa z pewnością zasługuje na uznanie, tym bardziej, iż jeszcze na początku lat 90-tych Krupnicza nosiła miano Marcelego Nowotki. 

Zastanawiać może jedynie jak władze powojennego Wrocławia mając świadomość historii tego miejsca, o czym pisały również ówczesne gazety (poniżej tekst ze "Słowa Polskiego" nr 22 z dnia 23.11.1946 r.) mogły doprowadzić do zmiany jej nazwy...






















Po lewej stronie na rogu Placu Wolności na uwagę zasługuje dawna siedziba Banku Rzeszy

















a naprzeciw niej budynek Narodowego Forum Muzyki, które zainauguruje swą działalność 4 września. 
















Plac Wolności zmienił swój wygląd. Jeszcze kilkanaście lat temu znajdował się tutaj bazar, na którym można byłoby kupić praktycznie wszystko. 

Po drugiej stronie ulicy mieści się Hala Gwardii. Wygląd budynku przypomina jednak o jego historii - przed wojną była to siedziba Nowej Giełdy. 





























Jest to też miejsce związane związane z historią Polski. Koncertował tu bowiem Ignacy Paderewski, o czym zaświadcza pamiątkowa tablica. 





A przy ulicy Krupniczej 13 mieściła się redakcja pierwszej powojennej gazety Wrocławia - "Naszego Wrocławia" oraz księgarnia "Czytelnik", o czym donosiła lokalna prasa.
























środa, 22 lipca 2015

22 lipca

Dziś 22 lipca. 

W powojennym Wrocławiu (podobnie jak w innych polskich miastach) - pod rządami komuny - było to jedno z najważniejszych świąt obchodzonych na cześć uchwalenia Manifestu PKWN. 
Z kolei jednym z głównych placów miasta był plac PKWN (obecnie plac Legionów). 

Warto odnotować, iż w skład Polskiego Komitetu Odrodzenia Narodowego wchodził Bolesław Drobner, pierwszy po wojnie Prezydent Wrocławia. Jego imieniem nazwana została ulica prowadząca do Nadodrza.


Okres PRL we Wrocławiu to czas propagandy i absurdów. Klimat tamtych czasów dobrze oddają zdjęcia Adama Feliksa Czelnego m.in. z obchodów święta 22 lipca, prezentowane obecnie na wystawie w Ratuszu pt. "I to było możliwe?".




Warto sięgnąć też po wrocławską prasę lat 40-tych. Już same nagłówki ówczesnych gazet skłaniają do refleksji...






























22 lipca to dobra okazja do wspomnień...przed wyprawą na ulicę Krupniczą.




poniedziałek, 20 lipca 2015

ulica Kazimierza Wielkiego (między Ruską, a Krupniczą).

Z Ruskiej najprostsza droga prowadzi do Rynku. Wystarczy kilka minut by móc cieszyć się widokiem Ratusza, pręgierza, kamienic i wielu innych atrakcji tego miejsca.
Wbrew oczywistym wyborom, warto jednak ominąć na razie Rynek i skręcić w prawo w ulicę Kazimierza Wielkiego.  



Napis na kinie "Nowe Horyzonty" przypomina o tytule ESK 2016. Jeszcze kilka lat temu mieściło się tutaj multikino "Helios", zaś repertuar nie odbiegał od tego wyświetlanego w innych kinach Wrocławia. 




Teraz jest to kino artystyczne, z ambicjami, miejsce corocznego festiwalu filmowego noszącego nazwę identyczną jak ten obiekt. 
























Na rogu ulic Kazimierza Wielkiego i św. Antoniego przykuwa wzrok wysoki budynek, który kojarzy mi się z ...klockami Lego, resorakami Matchbox oraz historyjkami z gum Kaczor Donald. 
Tutaj w latach 80-tych mieścił się bowiem sklep "PEWEX-u" czyli Przedsiębiorstwa Eksportu Wewnętrznego oferujący towary niedostępne w polskich sklepach. 

Pamiętam radość, gdy z kilkoma dolarami (a ściślej bonami towarowymi PKO) z wypiekami na twarzy kupowałem wspomniane zabawki i słodycze. 





Po drugiej stronie ulicy mieści się charakterystyczny budynek z czerwonej cegły. Przed wojną zaspokajał on potrzeby finansowe mieszkańców (Miejska Kasa Oszczędności), obecnie  mieści się tutaj Biblioteka Uniwersytetu Wrocławskiego, a może raczej "nieruchomość 
gruntowa zabudowana", ponieważ władze uczelni próbują - jak na razie bezskutecznie - pozbyć się tej własności. 





























piątek, 17 lipca 2015

ulica Ruska

Dla wrocławian w nazwie tej ulicy nie ma nic nadzwyczajnego. Ruska była, jest i zapewne będzie. 
























Natomiast dla turystów nazwa ta może wydawać się nieco kontrowersyjna. 

Nie ma ona jednak nic wspólnego z polityką, zwłaszcza z okresem socjalizmu. Gdy Ruska nosiła swe imię, na świecie nie było jeszcze nie tylko twórców tego systemu, ale nawet ich prapradziadów. 


Jak podaje sprawdzone źródło tj. "Encyklopedia Wrocławia" (Wydawnictwo Dolnośląskie) "powody nazwania jej prawdopodobnie od samego początku (1345 r.) ulicą Ruską pozostają niejasne".


Idąc tą ulicą postanawiam odbyć wyprawę w czasie i tak trafiam do "Galerii Neonów". Jest to niezwykłe miejsce.

Grupa pasjonatów postanowiła uratować wrocławskie neony, które po latach pracy znudziły się swym właścicielom lub po prostu nie sprostały dynamice przemian i wymogom nowoczesności.























Jest tu więc "Moda Polska", "Rumcajs", a nawet "Wrocław Główny".




Te świecące świadectwa dawnego Wrocławia budzą we mnie sentyment. Postanawiam więc zajrzeć do środka Klubogalerii "Neonside". 





















Ten neon przypomniał mi o zlikwidowanym "Kinie Dworcowym" i seansach w oczekiwaniu na pociąg (wrócę do tego tematu przy okazji).




















Neony sprawiły mi taką przyjemność, że postanowiłem poczekać, by przekonać się jak te ślady przeszłości prezentują się po zachodzie słońca. I myślę, że było warto...




































Po wizycie w tym miejscu odczuwam radość nie tylko z tego, że stare neony ocalały, ale także z powodu kilku tych kultowych, które od wielu lat wciąż świecą na ulicach Wrocławia. Pojawią się one zresztą w tej opowieści. 










czwartek, 16 lipca 2015

Plac Jana Pawła II

Idąc dalej docieram do placu Jana Pawła II, choć powszechnie wciąż funkcjonuje stara nazwa "Plac 1-ego Maja". To ciekawe miejsce, choć obiektywnie nie sprawia jakiegoś szczególnego wrażenie. Wiele linii tramwajowych, kilka ulic i charakterystyczne wybrzuszenie w centralnym punkcie.















Wystarczy jednak minąć fontannę prezentującą "Walkę i zwycięstwo" 















by z ruchliwego, dość głośnego miejsca znaleźć wyciszenie, spokój i napawać się widokiem śródmiejskiej fosy. 




















Plac Jana Pawła II kojarzy mi się z dużym przejściem podziemnym, które w latach 80-tych stanowiło atrakcję oraz białym (a właściwie szarym) budynkiem Cuprum. Wydawało się, że będzie tu stał zawsze, jednak jego czas wreszcie nadszedł. Po wiosennej rozbiórce po biurowcu nie ma śladu. 




















Przed skrętem w ulicę Ruską warto spojrzeć na piękną kamieniczkę z XVII w. na rogu ul. św. Mikołaja.

  

wtorek, 14 lipca 2015

Marilyn Monroe

W wędrówce pora na małą przerwę i zaproszenie na wystawę. Gdy pewnego dnia 2014 r. usłyszałem informację, iż Wrocław (a ściślej Wrocławskie Przedsiębiorstwo Hala Ludowa) zakupił za ponad 6 mln. zł. zdjęcia Marilyn Monroe pomyślałem, że nie jest to najlepszy pomysł. 
Wydawanie przez miasto pieniędzy podatników na dość kontrowersyjną formę przekazu w sytuacji, gdy są inne potrzeby mieszkańców (jak choćby drogi czy komunikacja miejska) może budzić wątpliwości.

Nie było to jednak równoznaczne z brakiem zainteresowania kolekcją Miltona H.Greene'a. 
Gdy więc nadarzyła się okazja i zbiór został udostępniony publiczności, zaintrygowany skierowałem swe kroki do Hali Stulecia (o samym obiekcie i okolicy napiszę przy okazji wędrówki po tym zakątku miasta).





















Pierwsze wrażenie - pozytywne. Wstęp na wystawę jest bezpłatny. Organizacja również nie budzi zastrzeżeń. A sama wystawa?
Oczywiście wiele zdjęć M.M., czarno-białych i kolorowych, w złotej sukience, w stroju baletnicy, w białym futrze, itd. 

Choć tytuł odnosi się do M.M. to w kolekcji są również zdjęcia Marleny Dietrich, Anity Ekberg, Sophii Loren czy Audrey Hepburn (urocza), a także widoki ("Plaża", "Sople") czy natura ("Kaczki na wodzie").

Do tego kilka gadżetów typu Harley-Davidson i muzyka z lat 50-tych w tle.

Wady? Pozostaje niedosyt (jest to tylko mała część całej kolekcji). 

A pomysł? No cóż, skoro już M.M. jest na miejscu to...Wrocław zyskał kolejny element promocji.
O wystawie bowiem się mówi i pisze, jest to temat obecny w mediach i w rozmowach mieszkańców.
No i wpisuje się ona w koncepcję ESK 2016.
Do tego lokalizacja wystawy - sąsiedztwo największej wrocławskiej atrakcji ostatnich czasów czyli Afrykarium zachęca do odwiedzin MM . Działa to zapewne w obie strony - obecność kolekcji powinna stanowić dodatkowy impuls do odwiedzin zoo.

Poza tym jest to wydarzenie o charakterze innowacyjnym, wymagające odwagi, której jak widać nie brakuje we Wrocławiu...

A sama wystawa jest dostępna (wciąż bezpłatnie) do 15 sierpnia. 



Kosynierka i dalej

Przechodząc przez stary most Mieszczański docieram do "Kosynierki". To dawna hala sportowa Śląska Wrocław czyli drużyny kosynierów, którzy 17-krotnie zdobywali mistrzostwo Polski. 















Malutka hala mogła pomieścić kilkaset osób, a chętnych zakupem biletów było dużo więcej. 

Pamiętam ogromne kolejki do kasy pod koniec lat 80-tych. Stłoczony tłum czekał kilka godzin do jednego z dwóch malutkich okienek po kawałek papieru sprawiający taką radość.
















A potem można było spokojnie wejść do hali by zająć jedno ze stojących miejsc przy metalowych barierkach. 

Idąc w stronę placu Jana Pawła II mijam ulicę Księcia Witolda. Dla wielu wrocławian kojarzy się ona jednoznacznie i ...nieciekawie. Mieściły się tutaj koszary ZOMO. Doskonała lokalizacja sprawiała, że opancerzone pojazdy pełne milicjantów mogły w krótkim czasie przemieścić się do tłumienia manifestacji w mieście. 








poniedziałek, 13 lipca 2015

W stronę mostów Mieszczańskich

Kieruję swe kroki ulicą S. Dubois w kierunku mostów Mieszczańskich. Widoczny w oddali po lewej stronie budynek to gmach d. Komitetu Wojewódzkiego PZPR.

"Gazeta Robotnicza" (nr 12 z dnia 29 grudnia 1948 r.) tak opisywała początki siedziby partii we Wrocławiu:
"Siedziba KW PZPR będzie nie tylko obszerna ale nowoczesna i wygodna. Filary wykładane piaskowcem, szlachetne wyprawy ścian, położenie nad wysokim brzegiem Odry - składać się będą na reprezentacyjny wygląd pomieszczenia wojewódzkich władz PZPR". 




Oczywiście, jak podawała propaganda, szybka budowa nie byłaby możliwa bez współzawodnictwa pracy, które według zapewnień robotników przynosiło podwójne korzyści czyli "podwajamy normę pracy i podwajamy swoje zarobki".

Nie wspominając o szklarzach, którzy przy pracach w powstającej siedzibie partii wyrabiali 393 % normy...

Dzisiaj w XXI w. brzmi to absurdalnie i niewiarygodnie, jednak takie poświęcenie robotników było w powojennym Wrocławiu pożądane i doceniane zwłaszcza w ówczesnych mediach...


Do gmachu d. budynku partii dochodzi ulica W.Cybulskiego. Kojarzy mi się ona jednoznacznie - z lodami, które w smaku mogły konkurować jedynie z tym na ul. Komandorskiej. W obu miejscach ustawiały się ogromne kolejki. Najbardziej smakowały gałki truskawkowe, zaś wybór wiązał się z promocją w postaci dodatkowej gałki gratis. Lodziarnia przetrwała ciężkie czasy i wciąż zaprasza do odwiedzin. A smak lodów? No cóż, to tylko kwestia gustu...

Po krótkim spacerze docieram do mostów Mieszczańskich. Stary ponad stuletni most (d.Wilhelmsbrücke) służy obecnie do przeprawy pieszej lub rowerowej. Kilkanaście lat temu ruch kołowy przeniósł się bowiem na drugi, położony w sąsiedztwie większy i nowocześniejszy most.





niedziela, 12 lipca 2015

Nadodrze - kilka refleksji o przeszłości

Stała przyglądając mi się z zaciekawieniem. "Dlaczego robi Pan tu zdjęcia?" Kobieta wyglądała na około 50 lat i wyraźnie kierowała to pytanie pod moim adresem. No cóż, wypadało udzielić odpowiedzi. "Ponieważ bardzo podobają mi się te kamienice". "Bo to poniemieckie".
W ten sposób skończył się ten krótki dialog na Nadodrzu, ponieważ kobieta oddaliła się. W jej odpowiedzi nie było elementu złowrogiego, po prostu zwyczajny komentarz do sytuacji.
Ale ta wymiana zdań odwoływała się też do historii miasta. Kiedyś byli tu Polacy, Czesi, Niemcy. Miasto nauczyło się radzić sobie z przeszłością. Nie budzi ona dziś już takich emocji. 
Myślę, że gdybym próbował jednak utrwalić widok kamienic Nadodrza w latach 50 -tych czy nawet nieco później, moja rozmowa z mieszkanką tego osiedla wyglądałaby nieco inaczej, zapewne mniej przyjaźnie. 

Turyści z Niemiec są dzisiaj mile widziani we Wrocławiu, spacerują, fotografują, wspominają swoich przodków mieszkających w mieście. I to jest właśnie zmienione oblicze miasta.

Wędrując po Wrocławiu, warto jednak pamiętać też o przeszłości, o tym, że setki tysięcy osób mieszkających tu (w tym na Nadodrzu) musiało w krótkim czasie opuścić miasto. I o propagandzie tamtego systemu towarzyszącej zakłamywaniu rzeczywistości. 
Przeglądając stare gazety można dotrzeć do takich oto scen z życia powojennego Wrocławia...

W dniu 1 listopada 1946 r. ukazał się pierwszy numer "Słowa Polskiego", a w nim kalendarz zdarzeń z taką oto informacją:
"8.11.1945 r. - 16-tysięczny Niemiec dobrowolnie opuścił miasto"

W kolejnych numerach z 1946 r. gazeta ta pisała: 





Opuszczenie przez Niemców kamienic wiązało się także z pozostawieniem przez nich mienia, które podzielono na 3 kategorie tj. rzeczy
a) luksusowe,
b) dobre, lecz bez specjalnych ozdób,
c) stare i produkcji szablonowej 



("Słowo Polskie" nr 28 z dnia 28 listopada 1946 r). 

Nabyć można było praktycznie wszystko co pozostało po poprzednich właścicielach, w tym również rowery. 




Natomiast o atmosferze powojennego Wrocławia może świadczyć ta historia opisana przez "Słowo Polskie" w 1946 r. 





sobota, 11 lipca 2015

Nadodrze VI

Powoli opuszczam Nadodrze. Czynię to z niechęcią, bo jest tu tyle zakamarków, że warto poświęcić mu więcej czasu. 

Po Nadodrzu należy bowiem spacerować i nie spieszyć się. Dopiero wówczas można zagłębić się w jego atmosferę. Efekty rewitalizacji są widoczne na każdym kroku, ale najbardziej, gdy stara (zaniedbana) kamieniczka styka się z odnowioną.


















I konieczne w trakcie wędrówki należy kierować wzrok ku górze, by dostrzec to co zwykle niedostrzegalne czyli detale.









































Taki sposób postrzegania Nadodrza może nas zaskoczyć. Okaże się bowiem, że niemal z każdego zakątka jesteśmy obserwowani przez postaci i zwierzęta wyrzeźbione w kamienicach. Zastygłe od lat w swych pozach były świadkami bombardowań, ludzkich dramatów jak i szczęśliwych chwil mieszkańców.
Ich stworzenie musiało kosztować twórców wiele nakładów pracy i czasu, ale na szczęście efekt przetrwał do dnia dzisiejszego. I dzięki rewitalizacji jest jeszcze bardziej widoczny.